Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bikeparki w Polsce. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bikeparki w Polsce. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 16 maja 2016

Joy Ride Bike Fest 2016

Na festiwal zgłosiłem się kilka dni po otwarciu zapisów online. Wiedziałem, że chcę jechać, bo rok temu mi się podobało i uważam, że 150zł za 3 dni jeżdżenia wyciągiem, zawody w różnych konkurencjach z profesjonalnym pomiarem czasu, fajne targi i możliwość testowania rowerów czołowych producentów (w tym roku aż 5), to bardzo dobra oferta. Także nawet się nie zastanawiałem, tylko od razu zapłaciłem.

Piątek
Przyjechałem około dwunastej, przebrałem się i poszedłem pojeździć. Akurat byłem zapisany na testowego Canyona Strive'a i Speca Enduro, więc to od nich zacząłem zabawę. Nie będę mówił, że mnie zaskoczyło, że to bardzo dobre rowery, bo tego się oczywiście spodziewałem. Rok temu miałem tylko sztywniaka i nigdy wcześniej na fullu nie jeździłem, ale po festiwalu stwierdziłem że chce fulla. Spodobało mi się tam wtedy jeżdżenie na treku slashu, więc właśnie taki rower kupiłem. Tym razem czułem się więc na fullu pewniej i łatwiej było mi porównywać testówki do mojego sprzętu. Trafiły mi się wersje z carbonowymi ramami i naprawdę odczułem różnicę w jeździe. Lekki rower zauważalnie lepiej się prowadzi niż mój i nie jest to subtelna różnica tylko naprawdę widoczna. Zauważyłem też, że chyba wolałbym szerszą kierownicę niż aktualnie 750mm - te dwa rowerki miały 780mm i była to ich kolejna zaleta.
Mimo, że chciałbym rower na carbonowej ramie (no bo kto by nie chciał?), to raczej nie prędko w taki zainwestuję, bo jednak względem alu trzeba sporo dołożyć, a mój Slash i tak jest "na wypasie" i zdaję sobię sprawę, że na carbonowym jakoś znacznie lepiej jeździć nie będę. W każdym bądź razie, jeśli ktoś zastanawia się między wyborem rowerów takich jak Canyon Strive, Specialized Enduro czy Trek Slash, to ja bym po prostu sugerował wybrać najkorzystniejszą cenowo ofertę. Moim zdaniem każdy z nich to topowy sprzęt i na każdym jeździ się bardzo dobrze. Czyli co pan nie kupisz będziesz pan zadowolony.

Piątek był też przede wszystkim dniem rozpoznawczym, tego co się w Kluszkowcach pozmieniało. Niestety pogoda była kiepska - co jakiś czas padał deszcz i na trasach robiło się ślisko. Na pierwszy ogień poszedł a-line. Trasa jest przyjemna - lubię ją. Dużo hopek, bez jakichś hardkorowych przeszkód i z dropami w różnych wersjach, które można oczywiście ominąć. Tylko ten step up jakiś bezsensu, bo zdecydowana większość ludzi nie była w stanie go dolecieć. Trasa generalnie była do zawodów dobrze przygotowana, choć były pewne mankamenty, o których za chwilę.

W piątek zrobiłem też jeden przejazd trasą dh. Nie jestem zjazdowcem i to kolejna trasa, która mi to pokazała... Była trudna. Dla mnie za trudna. Na endurówce nie czułem się tam zbyt pewnie. Budowniczy bardzo dobrze wykorzystali to co mieli i trasa mimo że krótka, jest dość konkretna. Przynajmniej takie są moje odczucia. Z minusów to chyba tylko ta sekcja luźnych głazów na wjeździe do lasu i lekki podjazd pod koniec. Chwali się jak trasa dh jest wymagająca, a ta według mnie jest. Czyli jest dobrze.

Teraz będzie trochę narzekania - wróćmy do mankamentów, o których wspominałem. Niestety podczas jednej przejażdżki a-linem zaliczyłem glebę. Zaczynało padać, a deszcz i drewniane konstrukcje nie za bardzo się lubią. Najeżdżałem na dropa w końcówce a-line'a (tam gdzie są dwa dropy i po nich hopka w bandę), i skręciłem na tego mniejszego. Na początku dropa jest siatka antypoślizgowa, ale czemu nie ma jej na końcu to nie mam pojęcia. A, że na dropa trzeba najechać pod kątem, to efekt był taki, że uciekły mi koła i bez możliwości zrobienia czegokolwiek poleciałem jak worek kartofli w dół. Nic przyjemnego i jestem przekonany, że mógłbym tego uniknąć gdyby tylko była tam ta cholerna siatka. No ale trudno - taki sport, gleby się zdarzają. Pomyślałem jednak, że skoro prognozy pogody są kiepskie, to zasugeruję organizatorom, że ta siatka by się tam przydała. Na joyride przyjechało dużo osób - jedni lepsi, drudzy gorsi i myślę że warto zadbać o bezpieczeństwo tych mniej doświadczonych. Dlatego poszedłem do jednego gościa z ekipy joyride i powiedziałem mu, że może można by tam zamontować siatkę, bo trzeba trochę na dropa skręcić i jest niebezpiecznie. W odpowiedzi usłyszałem wypowiedziane lekceważącym tonem "chłopaki, tyle lat tam jeżdżę i nigdy nic się nie stało. Musicie wolniej jeździć". Zatkało mnie. "MUSICIE WOLNIEJ JEŹDZIĆ".  Że co proszę? Drop na którego wjeżdża się prawie zerową prędkością i gość ci powie, że musisz wolniej jeździć. Ręce opadają. Na szczęście gdzieś tam obok stał Siara i szybko uratował sytuację mówiąc "damy tam siatkę". 

Poprzeglądałem jeszcze wydarzenie na facebooku i widzę, że chyba nie tylko ja zgłaszałem problem, co utwierdza mnie w tym, że moja sugestia była słuszna. Zresztą sami spójrzcie:

Dokładajo do dżojrajda :(

Całkiem sporo lajków

Chyba nie tylko ja jechałem tam za szybko...

A to moja pamiątka  - przez tydzień nie pośpię na lewym boku :(



Wieczorem pointegrowalismy się całą, bardzo liczną ekipą, która przyjechała z Rybnika. Wnioski? 
1. Znakomita ekipa i do jazdy i do pijaństwa
2. Mój dziadek pędzi przepyszne wino ;)
Zresztą ten dzień to chyba całe Kluszkowce zakończyły w podobny sposób.

To tylko część z nas
Tu już trochę niewyraźnie :))


Sobota
W sobotę cały dzień deszcz. Raz padało, a raz lało. Nie chciało przestać nawet na chwilkę. Przez to calutki dzień spędziłem w pensjonacie. Tego dnia zaplanowany był dual i podobno wszyscy, którzy tam byli nieźle wymarzli. Gratulacje dla Kuby Kocjana - mojego teamowego kolegi, który wygrał dual w kategorii junior. 
Mi natomiast bardzo szkoda, że ten dzień tak uciekł :(
Jedyne co zrobiłem tego dnia to zobaczyłem film. Jagten (Polowanie). Polecam.

Niedziela
Niedziela to dzień zawodów DH, w których ostatecznie postanowiłem nie startować i zawody na pumptracku. 
Na pumptracku sobie wystartowałem, ale poszło mi niestety gorzej niż bym chciał. Nie takie proste te kręcenie się w kółko jakby się mogło wydawać. W przejedzie na jedno okrążenie chciałem zejść poniżej 8s, co się nie udało, a w przejedzie na dwa okrążenia poniżej 16s, co też się nie udało. Ostatecznie byłem 7. Na pumptracku miał miejsce ciekawy pojedynek między Bartkiem Giemzą i Pawłem "Koparą" Wieczorkiewiczem. Chłopaki razem budują pumptracki w BT Project, więc to takie jakby derby. Tym razem Kopara "porobił" Giemzę w eliminacjach i było widać, że miał sporą chrapkę na  powtórkę w finale. Niestety wypadł, więc skończył niesklasyfikowany, także wygrał Bartek (13.41s), przed Sławkiem Łukasikiem (+0.31s) i Mariuszem Jarkiem (+1.03). Trzeba jednak dodać, że całą tą ekipę i tak przegonił junior - Artur Więcławek (rocznik 2001) z czasem 13.16s. Całkiem przyjemne takie luźne ściganki. 

W niedzielę przejechałem się też trasą "FR". Odbija się na nią z aline'a prawie na początku, zaraz za tym pierwszym dabelkiem na trasie. Dopiero w niedzielę się o tej trasce dowiedziałem, a tak to może zjechałbym nią jeszcze parę razy, bo była całkiem całkiem. Nie za szybka, dość stroma i mocno techniczna. Dużo korzeni, trochę kamieni i bardzo ciasno. Miłe urozmaicenie!

Potem już tylko szybkie pakowanie i do domu.

Podsumowanie
Pogoda sporo napsuła. Piątkowy dzień w kratkę - raz względnie sucho, raz bagno. Sobotni dual rozegrany tylko dzięki determinacji tych zawodników, którym chciało się moknąć i marznąć. W niedzielę dobry downhill i miłe zawody na pumptracku. Nie wspomniałem w całym tekście o enduro i maratonie (bo to dla mnie osobne imprezy) i flybagu który miał być, a go nie nie było. Mi to tam obojętne, ale w niedzielę to raczej mógł stać, tym bardziej, że w poprzednich latach trochę chętnych na poduchę było. Jak ktoś na poduchę czekał, to raczej może się czuć lekko zawiedziony (oszukany?).

Ja szczerze mówiąc to nie najeździłem się przez te 3 dni, ale to raczej przez to siedzenie w domu w sobotę i kiepską pogodę, która nieco hamowała mój zapał do jazdy. Jak zwykle na dżojrajdzie było masę zajawkowiczów, którzy przyjechali dobrze spędzić czas. W kolejkach do wyciągu nie było spin, w drodze na górę, można było miło pogawędzić i generalnie panowała bardzo luźna, przyjemna atmosfera. Dobrze widzieć, że w naszym rowerowym światku jest tak wielu wspaniałych, życzliwych ludzi! Trasy w Kluszkowcach też są w porządku - myślę, że każdy sobie tam pojeździ i znajdzie coś dla siebie.

To czy impreza rowerowa jest udana, czy nie, zależy przede wszystkim od zawodników, od ich podejścia, nastrojów i myślę, że o tym należałoby częściej pamiętać.


Joy Ride BIKE Festival 2016 zakończony. Ja zostaję z lekkim niedosytem, obolały, ale ogólnie zadowolony.


Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Artur (@aknowakowski)


A siatka na dropie się nie pojawiła...

wtorek, 5 kwietnia 2016

Góra Żar - PKL Bikepark

W zeszłym roku się nie udało, ale co się odwlecze, to nie uciecze i w końcu dotarłem na górę Żar.

Żar lał się z nieba, na trasie całkiem sucho i wygląda na to, że jest to chyba jedyne miejsce w górach, gdzie można pojeździć w kwietniu. Przełożyło się to oczywiście na tłum zjazdowców, który postanowili odwiedzić międzybrodzki bikepark. Z samego Rybnika przyjechało nas chyba 17! W niedzielę góra Żar przeżywała prawdziwe oblężenie.

Co mogę o Żarze powiedzieć? Na pewno, że mi się podobało. Kupiłem karnet na 10 wjazdów (kosztuje 65zł) i wszystkie wyjeździłem. Brakuje mi tam trochę trzeciej trasy, bo pod koniec było już nudnawo, ale może kiedyś takowa powstanie. Co do samych tras to są na prawdę w porządku. Mamy tam tak zwany "A-line" i trasę pucharową. Obie trasy są trudne i świetnie podsumował je Jan Kiliński:

Martwi mnie jednak ze ciagle sa to trasy dla hardcorow, nie moge tam zabrać ani dziewczyny, ani kumpli z nizin (nawet jak przejada to sie zniechęca). Potencjał tego sportu w Polsce rośnie, ale ciagle czekam z niecierpliwoscią na pierwsze trailowe trasy w miejscu z wyciągiem.


Pierwszy piękny, słoneczny, ciepły weekend w górach. Idealna pogoda na rower. Jak widać, nie tylko ja tak podszedłem do...
Opublikowany przez Jan "Elvis" Kiliński na 3 kwietnia 2016


Ja się pod tym podpisuje. Nawierzchnie obu tras są mocno kamieniste, cały czas dostajemy ostro po łapach i o ile na trasie pucharowej jest to wskazane, o tyle na a-line moim zdaniem już niekoniecznie. Odniosłem nawet wrażenie, że a-line jest bardziej wymagający niż trasa pucharowa. Pewnie trochę przez to, że jest początek sezonu i był mniej przygotowany niż pucharówka, ale i tak mógłby być nieco lepiej przemyślany. Ma na przykład kilka dość niebezpiecznych płaskich zakrętów, a przy wszechobecnych luźnych i nieluźnych kamieniach, nie bardzo wiadomo gdzie na takim "winklu" zakończy się nasza przygoda. Zdecydowanie przydałaby się trasa na której nie musisz tak często walczyć o życie.

Pucharówka za to ma dość łagodny początek, a dopiero później zaczynają się mniejsze i większe wyzwania. Na trasie jest sporo uskoków z belek, które na pierwszy rzut oka mogą wyglądać groźnie, ale wystarczy jechać nieco szybciej i pokonujemy je bez problemu. Jest wiele możliwości wyboru własnej linii i jeśli ktoś chciałby startować w zawodach, to zdecydowanie warto sobie swoją trasę dobrze przemyśleć. Moim zdaniem trasa ciekawa, dobrze poprowadzona i fajnie urozmaicona, przez co bardzo mi się podobała. Mamy tam wszystko czego dusza zapragnie - kamienie, korzenie, hopy, drzewa na środku trasy i strome fragmenty. A jak ktoś chce zobaczyć jak to wygląda, to poniżej zamieszczam filmik na którym Bartek Giemza zjeżdża pucharówką:

Żar
Wczorajszy przejazd treningowy na górze Żar. Na tej trasie odbędzie się Puchar Polski w Downhillu. Aby walczyć z czołówką muszę jeszcze wiele poprawić ale wszystko da się zrobić:) Helmet nakręcony kamerą TomTom Bandit dzięki której możecie zobaczyć prędkość pokonywania trasy #giemzamanoid #tomtombandit
Opublikowany przez Bartosz Giemza na 4 kwietnia 2016


Generalnie z Międzybrodzia Żywieckiego wyjechałem z opinią, że Żar jest najlepszy z tych Polskich bikeparków, które odwiedziłem. Podobało mi się tam bardziej niż w Wiśle, Kasinie, na Palenicy i w Kluszkowcach. Trasy są trudne, przez co niekoniecznie dla każdego, ale są na tyle długie i satysfakcjonujące, że ja osobiście nie czułem żadnego niedosytu. Trochę tylko brakuje trzeciej trasy, żeby podczas 10 zjazdów nie było nudno. Na szczęście wagonik wciąga nas do góry bardzo szybko, więc jeśli nie ma wielkich kolejek, to nie tracimy pół dnia na wjeżdżaniu na szczyt. Z mniej ważnych rzeczy na plus, to fakt, że mamy kilka miejsc w których możemy coś zjeść (np pizzeria na górze), parking zaraz pod wyciągiem i nieodrzucające toalety. Ogólnie było widać, że góra Żar ogólnie tętni życiem.

Jazdę tego dnia umożliwił mi gość, który odsprzedał mi klocki ze swojego sztywniaka, bo moje skończyły się po 3 zjazdach. Bardzo mu za to dziękuję! Dlatego złota rada na dziś brzmi: Zawsze sprawdzajcie stan swojego roweru przed wyjazdem!

Jeśli ktoś nigdy nie był, to naprawdę warto się wybrać. Ja na Żar na pewno jeszcze wrócę.


wtorek, 27 października 2015

Jeździsz na rowerze? Odwiedź Enduro Trails w Bielsku-Białej!

Ostatnio miałem okazję odwiedzić polską alternatywę dla Rychlebskich Stezek czyli Enduro Trails w Bielsku-Białej. Na rychlebach jest na prawdę super, więc ciężko temu miejscu dorównać ale bielskie trailsy sobie z tym poradziły. To znakomite miejsce dla każdego kto lubi jeździć na rowerze, a wizyta tam przerosła moje oczekiwania.

Enduro Trails to świeżutki projekt zbudowany dzięki budżetowi obywatelskiemu. Na jednej z bielskiej Koziej Górze powstały 4 ścieżki rowerowe o różnym stopniu trudności. Ja wytestowałem dwie z nich: DH+ i Twistera.

Brama do raju

Twister to chyba najprzyjemniejsza trasa na jakiej miałem ostatnio okazję jeździć. Jest dokładnie taka jaka według mnie powinna być trasa w takim miejscu. To znaczy bezproblemowo przejezdna dla amatorów, ale dająca także mega przyjemność tym bardziej doświadczonym. 
Twister jest zbudowany z niezliczonej ilości zakrętów (co ważne bezpiecznych i dobrze zrobionych, a to w Polsce jest rzadkością!) i całej masy wałków które nie wyrzucają nas na mordę, nie każą nam nad nimi skakać (choć na to pozwalają), tylko po prostu pomagają nam się napędzić. Jedzie się tam zupełnie jakbyśmy płynęli po dobrze zrobionym pumptracku. Tyle, że ten "pumptrack" ma ponad 4 kilometry! "Flow" na tej trasie jest niesamowity, a ilość tych wszystkich elementów daje nam poczuć nóżki. Idealna jest również nawierzchnia. Dwa dni z rzędu padało i o ile na trasie dh było bardzo dużo błota, to na twisterze cały czas jechało się po równiutkiej ubitej i przyczepnej nawierzchni. Dla mnie nie ma nic do czego można by się przyczepić.

Trasa dh też jest całkiem w porządku, choć trochę krótka. Było dużo błota więc nie poznaliśmy jej pełnych walorów ale jechało się dobrze. Jedzie się po niej dość szybko i jest kilka hopek, czyli generalnie jest ok. Nie jest to jakieś ultra trudne dh, tylko takie przystępne dla każdego. Daliśmy radę 3 razy wjechać do góry i opcja dwa razy twister plus raz dh wydaję się być odpowiednia. Ale trzeba sobie przemyśleć, czy długi podjazd jest wart krótkiego zjazdu :)

Szkoda że forma taka kiepska i ciężko zrobić więcej podjazdów bo zabawa na Enduro Trails jest przednia. Podjazd w Bielsku co prawda nie jest tak malowniczy jak na rychlebskich stezkach, ale nie jest też tak wymagający. Na szczęście to co czeka na tych którzy dotrą do góry, wynagradza trudy podjazdu z nawiązką.

Enduro Trails niczym nie ustępują Rychlebom. Powiedziałbym nawet że Twister podoba mi się bardziej niż tamtejszy Superflow. Zjazdu co prawda jest mniej, ale mniej też podjazdu, a to akurat idealnie wpasowuje się w moje preferencje. Cztery kilometry w dół dostarcza dostatecznie dużo radości.

Polecam wycieczkę do Bielska każdemu kto lubi jeździć na rowerze. Nie trzeba mieć żadnych specjalnych umiejętności i nie wiadomo jakiego roweru. Była z nami Sylwia na rowerze z najpopularniejszej kategorii "do dwóch tysięcy" i z twisterem radziła sobie bez problemu. Gwarantuje że każdy zjedzie z uśmiechem na ustach! (Tylko obowiązkowo w kasku!)

Gratulacje dla budowniczych ścieżek, bo wykonali bardzo dobrą robotę. Mam nadzieję że takich miejsc powstanie jeszcze więcej, bo to idealny sposób na spędzenie niedzielnego popołudnia.


A tutaj czyjś filmik z youtuba, który bardzo dobrze pokazuje jak tam jest:




O Bielsku napisałem też trochę tutaj.

wtorek, 1 września 2015

Wisła, Stożek + Ustroń, Palenica

Za dwa tygodnie Mistrzostwa Europy DH, więc wybraliśmy się sprawdzić jak wygląda Stożek przed tą wielką imprezą.

W Wiśle nie byłem już bardzo długo, ale zawsze kojarzyłem to miejsce jako przyjazne rowerzystom - to się nie zmieniło. Dobre ceny, miła obsługa i smaczne spaghetti za 9zł.

Trasa na Mistrzostwa Europy jest na prawdę konkretna. Są duże hopy, korzenie, rockgardeny i bardzo strome fragmenty, więc wstydu nie będzie. Trasa jest taka jak powinna być. Ja na moim enduro miałem problem, żeby ją bezproblemowo pokonać. Są miejsca w których jeśli się zatrzymasz, to już bez zejścia z roweru nie ruszysz. Bardzo dobrze jednak, że chłopaki się nie ograniczają. Nie raz już widziałem w internecie jakieś narzekania, na to że hopy za duże albo za trudne, ale aktualnie moim zdaniem nie ma się do czego przyczepić. Może jedynie ostatnia hopa mogłaby mieć dłuższe lądowanie, ale to tylko na oko, bo nie latałem. 13 września oczywiście jadę pooglądać na żywo i szczerze mówiąc, to już nie umiem się doczekać. Przy okazji nabrałem opinii, że trasa na której w tym roku odbyły się Mistrzostwa Polski DH, chyba nie do końca była godna tej rangi imprezy. To w Wiśle jest prawdziwa trasa DH. Ta w Kasinie jest amatorska. Jeśli ktoś po Kasinie wyrobiłby sobie opinię, że downhill wcale nie jest taki trudny jak się wydaje, to na Stożku mocno by się zaskoczył.

Zresztą zobaczcie dzisiejszego helmetcama:


Ze względu na poziom trasy dh, więcej pojeździłem po A-linie. Ten jest w porządku, ale trochę zaniedbany. Nie wiem czy nikt go nie używa, czy po prostu nie ma teraz czasu, żeby się nim zająć, ale cieszyłbym się jakby był w lepszym stanie. No i może przydałoby się więcej hopek w dolnych partiach trasy. Na pewno linia ma większy potencjał.

Na Stożku zrobiliśmy 7 zjazdów i to było w sam raz. Trase DH oczywiście można katować dłużej, bo jest tam sporo rzeczy do opanowania, ale na jazdę z przewagą a-line'a wystarczyło, żeby się nie znudzić.

Później uderzyliśmy na Palenicę. Słyszałem trochę negatywnych opinii, więc jechałem z lekko sceptycznym nastawieniem, ale po testach uważam, że nie ma tragedii. Na moim rowerze w zasadzie mogę tam pojeździć więcej niż na Stożku. Przy wyciągu jest info że mamy do dyspozycji 8 tras ale to nie prawda. Na miejscu spotkaliśmy chłopaków z Oświęcimia, którzy powiedzieli nam, że przywieźli swoje łopaty i grabki i posprzątali trochę trasę, dlatego uszanowanie dla nich za chęci, bo nie oni powinni to robić. Oczywiście takie rzeczy jak dwie duże dziury w drewnianej kładce są niedopuszczalne! Ogólnie na Palenicy jest kilka opcji zjazdu (niestety bardzo podobnych), jest też trochę dropów i gapów (choć te są raczej dla wprawionych), więc jest tam co robić przynajmniej przez 5 zjazdów.

Na obydwu miejscówkach nie ma niestety żadnej płynnej trasy, a po moich kilku wypadach widzę, że takie mi najbardziej odpowiadają. I Stożek i Palenica mają trasy, na których trzeba trochę walczyć z rowerem i mocno uważać na zakrętach. A wystarczyłoby czasem zrobić po prostu trochę wyższe bandy.

Opcja z połączeniem obydwu miejscówek podczas jednego wyjazdu wydaje się być idealna. 5-7 zjazdów na Stożku i kolejne 5-7 na Palenicy, pozwala wystarczająco się najeździć i nie wynudzić. Na cały dzień wyłącznie do Wisły lub do Ustronia bym się jednak nie wybrał. Trzymam mocno kciuki za rozwój tych miejscówek, bo super byłoby mieć gdzieś w pobliżu chociaż jedną szeroką trasę, z wysokimi bandami i większą ilością hopek.

No i mocno zachęcam żeby wybrać się 13 września na Mistrzostwa Europy, bo jestem pewien, że to będą dobre zawody.



poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Antidote Bikepark, Kasina Wielka - wrażenia

Poprzednio Ruzomberok i Kouty, więc w niedzielę nadszedł w końcu czas by odwiedzić coś w Polsce. Tym razem na cel obraliśmy Antidote Bikepark w Kasinie Wielkiej na Śnieżnicy, przez wielu nazywanym najlepszym bikeparkiem w Polsce. Także oczekiwania mieliśmy spore.

Karnet całodniowy 60zł (można płacić kartą), ale oczywiście na dzień dobry niemiła niespodzianka. Przymusowe 15zł za nikomu niepotrzebną "kartę partnerską". Na stronie bikeparku informacji w cenniku o tym brak, a teraz dopiero widzę, że opłata jest ukryta w regulaminie. Do tego jeszcze wypisywanie jakichś dokumentów. Ciekawe czy narciarzom też każą podpisywać oświadczenia. Ja nie lubię się dzielić swoimi danymi osobowymi tam gdzie to nie jest konieczne. Karta nazywana partnerską ale to raczej zwykłe naciąganie niż partnerstwo, bo co to niby za partnerstwo gdzie ja dopłacam 25% ceny karnetu, a w zamian nie mam żadnych korzyści? Dziwne, no ale trudno, jesteśmy w końcu Polsce. Na szczęście miła pani w kasie ratuje sytuację i jej to pewnie byśmy nawet stówkę zapłacili, gdyby nas poprosiła :)

Na górę wjeżdżaliśmy wyciągiem jakieś 153 lata. W bikeparku są 4 trasy, więc na początek wybraliśmy którąś z nich. Nie powiem którą, bo nie wiem, bo trasy są kompletnie nieoznaczone. W każdym bądź razie skręciliśmy w prawą stronę stoku i wybraliśmy jedną z 3 band, które są rozjazdem na różne trasy. Dojechaliśmy do końca w tak krótkim czasie, że każdy z nas zastanawiał się o co chodzi. To już? Czemu trasa się skończyła? Niestety tak po prostu jest. No to znów na górę.

W tym miejscu normalnie opisałbym osobno każdą trasę, żeby stworzyć pogląd tego co bikepark nam oferuje. Tyle, że musiałbym napisać 4 razy to samo, bo wszystkie trasy są niemal identyczne. Wszystkie są szybkie, mają różne mniejsze i większe hopki i trochę zakrętów. Niestety bandy są niskie i niestety nie przypominam sobie takiej w której czułbym się bezpiecznie. W każdym zakręcie mogłem się spodziewać, że stracę przyczepność na luźnych kamieniach lub wjeżdżając w jakaś dziurę. Można mi zarzucać, że nie umiem jeździć, ale to nie ma znaczenia, bo skoro jedna z tras nazywa się "fun track" to przynajmniej na niej zakręty powinny być bezpieczne. No i niestety wszystkie trasy są na prawdę cholernie krótkie. Jeśli miałbym jednak wskazać najlepszą, to jest to "Biotop Blue Line". Nie wiem jak często ktoś się tam zajmuje trasami, ale wczoraj wszystkie były trochę zaniedbane.

Na stronie internetowej bikeparku, przy mapce, widnieje opis, że trasy są na poziomie średnio-zaawansowanym (swoją drogą ciekawe czemu napisali to po angielsku, skoro cała strona jest po Polsku?) i z tym się w pełni zgadzam. Trasy nie są ani proste, ani trudne. Takie dla każdego kto już trochę jeździ na rowerze. I to jest według mnie akurat plus tego miejsca.

Jedziemy biotopem. Nagrywa Kuba


Mimo wszystko bawiłem się dobrze i nie chciałem pisać krytycznej opinii, no ale jeśli miejscówka aspiruje do miana najlepszej w Polsce, to powinna dać z siebie trochę więcej. Powinna być bardziej zadbana i przede wszystkim oferować większą różnorodność. Jeśli mieszkałbym w Krakowie, to pewnie bym się cieszył, że 50km ode mnie jest taki bikepark, ale mieszkam w Rybniku i w promieniu 150km są lepsze alternatywy. Wydaje mi się, że mieliśmy co do tego miejsca zbyt duże oczekiwania i chyba przez to trochę się zawiedliśmy. Być może zachwycałbym się tym miejscem gdybym wcześniej nie był w Koutach, czy Ruzomberku. A tak to wiem, że ponownie wybiorę się tam najwcześniej dopiero w przyszłym roku, już bez huraoptymizmu i tylko po to, żeby zobaczyć czy coś się zmieniło na lepsze.

W każdym bądź razie wybrać się na pewno trzeba, żeby wyrobić sobie własna opinię. Ludzie z którymi rozmawiałem na ogół są zadowoleni i chwalą bikepark, więc może to ja tylko ględzę jak jakiś upierdliwy grubiorz. Są cztery trasy i mimo, że są takie same, to są wystarczająco w porządku, żeby nie umrzeć z nudów. Jak ktoś lubi szybką jazdę, to jest to na pewno bikepark dla niego. Ja sobie pojeździłem. Było spoko, ale "dupy nie urywa". Liczę jednak, że bikepark się rozwinie, bo ma potencjał.

Antidote Bikepark

Pozdrowienia dla chłopaków z baru na górze, którzy robią smaczne fryty i dobre zapiekanki za piątaka oraz dla pani doktor z kasy. Ekipa na medal!