Pokazywanie postów oznaczonych etykietą góry. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą góry. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 5 kwietnia 2016

Góra Żar - PKL Bikepark

W zeszłym roku się nie udało, ale co się odwlecze, to nie uciecze i w końcu dotarłem na górę Żar.

Żar lał się z nieba, na trasie całkiem sucho i wygląda na to, że jest to chyba jedyne miejsce w górach, gdzie można pojeździć w kwietniu. Przełożyło się to oczywiście na tłum zjazdowców, który postanowili odwiedzić międzybrodzki bikepark. Z samego Rybnika przyjechało nas chyba 17! W niedzielę góra Żar przeżywała prawdziwe oblężenie.

Co mogę o Żarze powiedzieć? Na pewno, że mi się podobało. Kupiłem karnet na 10 wjazdów (kosztuje 65zł) i wszystkie wyjeździłem. Brakuje mi tam trochę trzeciej trasy, bo pod koniec było już nudnawo, ale może kiedyś takowa powstanie. Co do samych tras to są na prawdę w porządku. Mamy tam tak zwany "A-line" i trasę pucharową. Obie trasy są trudne i świetnie podsumował je Jan Kiliński:

Martwi mnie jednak ze ciagle sa to trasy dla hardcorow, nie moge tam zabrać ani dziewczyny, ani kumpli z nizin (nawet jak przejada to sie zniechęca). Potencjał tego sportu w Polsce rośnie, ale ciagle czekam z niecierpliwoscią na pierwsze trailowe trasy w miejscu z wyciągiem.


Pierwszy piękny, słoneczny, ciepły weekend w górach. Idealna pogoda na rower. Jak widać, nie tylko ja tak podszedłem do...
Opublikowany przez Jan "Elvis" Kiliński na 3 kwietnia 2016


Ja się pod tym podpisuje. Nawierzchnie obu tras są mocno kamieniste, cały czas dostajemy ostro po łapach i o ile na trasie pucharowej jest to wskazane, o tyle na a-line moim zdaniem już niekoniecznie. Odniosłem nawet wrażenie, że a-line jest bardziej wymagający niż trasa pucharowa. Pewnie trochę przez to, że jest początek sezonu i był mniej przygotowany niż pucharówka, ale i tak mógłby być nieco lepiej przemyślany. Ma na przykład kilka dość niebezpiecznych płaskich zakrętów, a przy wszechobecnych luźnych i nieluźnych kamieniach, nie bardzo wiadomo gdzie na takim "winklu" zakończy się nasza przygoda. Zdecydowanie przydałaby się trasa na której nie musisz tak często walczyć o życie.

Pucharówka za to ma dość łagodny początek, a dopiero później zaczynają się mniejsze i większe wyzwania. Na trasie jest sporo uskoków z belek, które na pierwszy rzut oka mogą wyglądać groźnie, ale wystarczy jechać nieco szybciej i pokonujemy je bez problemu. Jest wiele możliwości wyboru własnej linii i jeśli ktoś chciałby startować w zawodach, to zdecydowanie warto sobie swoją trasę dobrze przemyśleć. Moim zdaniem trasa ciekawa, dobrze poprowadzona i fajnie urozmaicona, przez co bardzo mi się podobała. Mamy tam wszystko czego dusza zapragnie - kamienie, korzenie, hopy, drzewa na środku trasy i strome fragmenty. A jak ktoś chce zobaczyć jak to wygląda, to poniżej zamieszczam filmik na którym Bartek Giemza zjeżdża pucharówką:

Żar
Wczorajszy przejazd treningowy na górze Żar. Na tej trasie odbędzie się Puchar Polski w Downhillu. Aby walczyć z czołówką muszę jeszcze wiele poprawić ale wszystko da się zrobić:) Helmet nakręcony kamerą TomTom Bandit dzięki której możecie zobaczyć prędkość pokonywania trasy #giemzamanoid #tomtombandit
Opublikowany przez Bartosz Giemza na 4 kwietnia 2016


Generalnie z Międzybrodzia Żywieckiego wyjechałem z opinią, że Żar jest najlepszy z tych Polskich bikeparków, które odwiedziłem. Podobało mi się tam bardziej niż w Wiśle, Kasinie, na Palenicy i w Kluszkowcach. Trasy są trudne, przez co niekoniecznie dla każdego, ale są na tyle długie i satysfakcjonujące, że ja osobiście nie czułem żadnego niedosytu. Trochę tylko brakuje trzeciej trasy, żeby podczas 10 zjazdów nie było nudno. Na szczęście wagonik wciąga nas do góry bardzo szybko, więc jeśli nie ma wielkich kolejek, to nie tracimy pół dnia na wjeżdżaniu na szczyt. Z mniej ważnych rzeczy na plus, to fakt, że mamy kilka miejsc w których możemy coś zjeść (np pizzeria na górze), parking zaraz pod wyciągiem i nieodrzucające toalety. Ogólnie było widać, że góra Żar ogólnie tętni życiem.

Jazdę tego dnia umożliwił mi gość, który odsprzedał mi klocki ze swojego sztywniaka, bo moje skończyły się po 3 zjazdach. Bardzo mu za to dziękuję! Dlatego złota rada na dziś brzmi: Zawsze sprawdzajcie stan swojego roweru przed wyjazdem!

Jeśli ktoś nigdy nie był, to naprawdę warto się wybrać. Ja na Żar na pewno jeszcze wrócę.


wtorek, 4 sierpnia 2015

Bikepark Kouty

Trek Slash kupiony. Trzeba jeździć. Trzeba testować. Pierwsza górska wyprawa - czeski Bikepark Kouty.

Wyjazd o 6:00 rano, śniadanie w mcdonaldzie, przerwa na mandacik i chwilę przed 10:00 byliśmy na miejscu. Cena jednodniowego karnetu studenckiego to 300 koron (45zł), normalny jest 70 koron droższy (czyli kosztuje jakieś 55zł). Można jeszcze kupić bilet na 12 zjazdów (ale chyba nie warto), na 6 (kosztuje tyle samo co jednodniowy), lub 2 i 3 dniowe. Za wszystko można zapłacić kartą, także nie trzeba brać ze sobą czeskiej gotówki. Do ceny karnetu jest doliczane jeszcze 100 koron kaucji za karnet, które niestety dostajemy potem z powrotem w gotówce (można za to kupić np czeskie pamiątki tj. Kofola 2L + czekolada Studencka + lentilky  + jakiś batonik żeby dobić do 100czk ;) ). Warto jeszcze dodać, że tuż przy kasach jest restauracja z przystępnymi cenami i darmowe czyste toalety. Przy kasie jest też sklep rowerowy i wypożyczalnia rowerów Specialized, ale taka przyjemność niestety trochę kosztuje. Do tego podobno gdzieś tam na górze jest jakiś bardzo długi asfaltowy tor na rolki ale nie wiem dokładnie o co chodzi, bo nie chciało mi się jechać zobaczyć.

Rozpakowaliśmy się i poszliśmy na wyciąg. Ten jest nowoczesny - 6 osobowa kanapa, z boku hak na rower, a miejsca o które rower mógłby się obijać zabezpieczone gąbką. Nie musimy się przejmować pakowaniem roweru, bo zajmują się tym panowie z obsługi. Dajemy im rower, siadamy wygodnie na krzesełku, a oni wieszają nasz rower na hak. U góry inny pracownik go ściąga i nam podaje. Tam z kolei jesteśmy bardzo szybko, bo wyciąg jedzie z prędkością aż 5m/s (18km/h), dojeżdżamy więc w kilka minut.

Do wyboru mamy 4 trasy, jednak ponieważ się przecinają, to można zacząć jedną, a potem zjechać na inną, co daje nam do wyboru kilka kombinacji. Zjechaliśmy chyba 7 czy 8 razy i nie odwiedziliśmy wszystkich fragmentów.

Mapka na sezon 2015


Trasy są bardzo zadbane. Jest jeden bardzo długi odcinek przez las z wieloma bandami i wszystkie z nich były dobrze ubite i pozamiatane. Jazda jest super płynna. Wielką frajdę sprawia wpadanie z jednego długiego zakrętu w kolejny, bez strachu, że zaraz skończymy na drzewie. Widać, że ktoś tam o to wszystko dba i są tego efekty bo rowerzystów przyjeżdża sporo (w tym dużo Polaków). Jedynie ta dzika seria band pod wyciągiem mogłaby być trochę poprawiona, bo teraz kończy się sekcją luźnych kamieni, przez którą trochę trudniej napędzić się na hopki, ale też nie ma tragedii. A sama sekcja to niezły rollercoaster! Trzeba trochę poćwiczyć żeby to dobrze opanować.

Bikepark jest jak najbardziej przystępny pod rowery enduro. Jeśli ktoś chce sobie po prostu pojeździć to będzie bardzo zadowolony. Są sekcje band, są sekcje korzeni i są sekcje hopek, zarówno większych jak i nieco mniejszych. Jest też rockgarden. Trasy nie są ani ultra łatwe ani ultra trudne. Przez to że jest tak wiele możliwości, każdy znajdzie coś dla siebie. Miłośnicy typowego dh również nie będą narzekać. Spokojnie można wybrać się na cały dzień i gwarantuję, że nudy nie będzie. Bardzo fajnie, że prawie wszystkie hopki to stoliki i że jest ich całkiem sporo - przez to można sobie dużo i bezpiecznie polatać.

Na razie nie bardzo mam do czego porównać to miejsce, bo byłem w tym roku tylko w Kluszkowcach, no a w tym wypadku to nawet nie bardzo jest co porównywać. Niestety kluszkowy "A-line" i jedna trasa dh ni jak się mają do tego wszystkiego co spotkamy w Koutach.

Ja bawiłem się świetnie. Rower sprawdził się doskonale. Na pewno jeszcze nie raz odwiedzę Kouty, ale pierwsze chcę pojeździć po Polskich miejscówkach, żeby wyrobić sobie na ich temat własną opinię. Najbliższe plany kierują mnie jednak w stronę słowackiego Rużomberka. Oby się udało :)

Kouty bardzo polecam!